29 lutego 2020

Ani to polityk, ani szans nie ma, w dodatku gwiazda jakiegoś szoł i jeszcze za aborcją jest i całkowicie przeciw aborcji. A słyszałem, panie, że zmienił zdanie i teraz uważa co innego niż siedem lat temu i to beton od jezuitów jest i nigdy nie da się go przekonać i na pasku czarnych będzie chodził i zdejmie krzyże ze ścian. A w ogóle, to ekolog jakiś jest, bo podobno nie je mięsa. No i jak on chce wejść do polityki, jak w ogóle pieniędzy nie ma i wszyscy wiedzą, że stoi za nim lobby finansowe? To podróbka Petru, ktoś go wymyślił, ale jest całkiem niewymyślony...

To czemu na takiego kogoś głosować? Osobiście uważam, że jeśli na kogoś tak „jadą”, i w dodatku tak bardzo niespójnie, to warto się temu przyjrzeć. No to się przyjrzałem i opowiem Wam, co znalazłem.

Początek był taki, że kiedy usłyszałem o tym, że Szymon Hołownia będzie kandydował na prezydenta, pomyślałem sobie - ale fajnie! w końcu ktoś, kto może tam zamieszać. Mam sporo dobrych skojarzeń i choć nie znam faceta osobiście, to znam blisko ludzi, którzy go znają, czytałem jakąś jego książkę, szkoła moich dzieci współpracuje z Fundacją Kasisi. Wystarczy, żeby zaintrygować, ale dla mnie to było za mało, żeby podjąć decyzję. Tym bardziej, że dla mnie do niedawna dość oczywisty był pogląd, że po prostu trzeba głosować na najmocniejszego kandydata opozycji. Czyli na kandydatkę. Miła kobieta, nieźle się prezentuje, ma szanse. Ale tak sobie czytam i czytam i wychodzi mi, że przecież głosowanie na PO będzie dla mnie jakimś niemoralnym przymusem. Znowu. Już to jedliśmy. I teraz ci sami aparatczykowie, pseudodziałacze, co mylą knucie z polityką wystawili kandydatkę tak obłą, że trudno się przyczepić, tak nieobciążoną przeszłością, że aż idealnie nieobecną we wspomnieniach polityków i przemyśleniach publicystów. A program? - program kandydatki programem partii. Znam to przecież. Po „niemojej” stronie sceny jest tak samo, tylko jeszcze więcej buldogów pod dywanem.

Że obrzydliwe?

Nie ma wyjścia?

A może właśnie jest? No to słucham, co ludzie mówią o Hołowni i słyszę bełkot. Czepianie się wymyślonych szczegółów, ustawianie poprzeczki nie wiadomo jak wysoko, zaglądanie do spodni.

Myślę sobie, co ludziom przeszkadza to, że kandydat nie ma zaplecza politycznego? Przecież we współczesnej polityce zaplecze polityczne to kula u nogi. A raczej przyczepiona do niej bomba. Że wspomnę tylko kilka nazwisk: Chlebowski, Drzewiecki, Bury, Lipiec, Łyżwiński, Stokłosa, Karapyta, Pęczak, Kolasiński - oni wszyscy byli czyimś zapleczem politycznym. Że to stare i teraz jest lepiej? To proszę: Banaś, Kuchciński, Pawłowicz, Piotrowicz, Misiewicz, Glapiński... to nie jest zaplecze polityczne? To nazwiska, które były swoistymi bombami. Czasem wybuchały komuś w rękach, czasem w czyimś szambie. Chyba lepiej nie mieć zaplecza politycznego, a zamiast tego umiejętnie dobrać sobie współpracowników zjednoczonych jakąś ideą. No i tak właśnie zrobił Hołownia. To źle? Mi się podoba.

Słyszę też, że to jezuicki beton, jakiś ministrant, czy też zakonnik nieodrobiony. Moi różni rozmówcy nie bardzo wiedzą, co o tym myśleć, czy to jest podejrzane, czy aby nie pachnie zdradą? Otóż nie pachnie ani zdradą, ani słabością. Nikt z nas w młodości nie zmienił planów? Nie rozeznał swojego powołania? On dwa razy próbował, więc nie jest kapryśnym dzieciakiem, który coś tam sobie wymyślił i zaraz odpuścił. Druga próba świadczy wg mnie o uporze w dążeniu do celu, a jednocześnie o otwartości na zmieniający się świat i własny bagaż doświadczeń.

Stosunek mojego kandydata do invitro, aborcji i ogólnie, spraw światopoglądowych jest jasno opisany w jego programie. Zamiast gadać, trzeba po prostu to przeczytać. Ale robienie z tego najważniejszych tematów kampanii jest głupotą i ściemnianiem. To nie są najważniejsze problemy mojego kraju!

A co nim jest?

-Klimat głupcze! - Trawestując hasło Billa Clintona. Już nie gospodarka. Serio. Bo na martwej planecie nie ma gospodarki. A czy jest kandydat bardziej wiarygodny w tematach związanych z ochroną środowiska? Jest jeden taki, który mówi, że węgla mamy na 200lat i jest kandydatka największej partii opozycyjnej. Obydwoje powiązani poprzez swoje środowiska z biznesem. Mają w programach co prawda postulaty ekologiczne, ale sformułowane tak, jakby świeżo o tym temacie usłyszeli. Tak o - żeby drzewa rosły i żeby smogu nie było. Jedynym kandydatem, który orientuje się w tematyce klimatycznej od dawna jest - znowu - Szymon Hołownia. W jego programie padają konkretne cele i zamierzenia, jest data odejścia od węgla i plan, czym go zastąpić. Jest o realnym bezpieczeństwie energetycznym kraju, jest o sprawiedliwej transformacji. Hołownia - lub jego doradcy - mają o tym pojęcie i to mnie cieszy. Widać, że to nie powierzchowne zainteresowanie na potrzeby kampanii, co u pozostałych kandydatów jest niestety rażące.

A może jednak gospodarka?

Prerogatywy prezydenta nie umożliwiają mu za bardzo wpływania na tę dziedzinę. W tej chwili oczywiście odbywa się na maksa wpychanie własnych ludzi do spółek, ale to bardziej przypomina wyżeranie konfitur, niż kierowanie gospodarką. Wybranie kandydatki Platformy gwarantuje zmianę chamskich wpierdalaczy konfitur na finezyjnych wylizywaczy pokrywek. Ale dżemy od tego i tak pleśnieją. Chcę ,żeby nowy prezydent to zmienił. I wtedy zjawia się Hołownia, na białym koniu... Nie był politykiem, więc nie ma długów wdzięczności. Nie ma swojego stronnictwa, w którym za pomocą rozdawnictwa musi zaprowadzać porządek. Prowadził duże fundacje, których finanse są przejrzyste i są wnikliwie kontrolowane. Potrafił znaleźć godnych zaufania ludzi, którzy tego nie spieprzyli. I nie będę miał żalu, jeśli tych ludzi pociągnie za sobą. To stosunkowo młode towarzystwo, nauczy się szybko. Wolę ich od dziadków, którzy na polityce zęby zjedli. Oczywiście, też jest możliwość, że ktoś od Hołowni się „zepsuje” i zacznie robić źle, ale w przypadku pozostałych kandydatów - tych politycznych, jest to pewne.

Argument, że ktoś go wymyślił, zakłada istnienie jakichś niewidzialnych sił sterujących marionetkami. Taka jest prawda w przypadku Dudy - przecież wymyślił go Kaczyński i MKB - wymyśliła ją Platforma. I to nikomu nie przeszkadza? Tak faktycznie jest w świecie polityki, ale Hołownia jest spoza tego świata. Wiem, że jest facetem, który się wkurzył na sposób prowadzenia polityki, sam o tym pisał od jakiegoś czasu. Dla mnie jest to wiarygodne, choćby dlatego, że wiele lat temu moja osobista żona wkurzyła się na to, co robił sołtys w naszej wsi ( a raczej na to, czego nie robił) i że tylko narzekamy, narzekamy, mówimy, co trzeba zrobić, mądrzymy się, a nie podejmujemy żadnego działania. No i podjęła. Będąc osobą do tamtej pory trzymającą się z dala od wszelkich lokalnych rozgrywek i gminnego bagienka wystartowała w wyborach i wygrała. I była dobrą, skuteczną sołtyską przez dwie kadencje.

Takich przykładów wejścia do polityki na różnych szczeblach znam kilka, ale chciałbym, żeby stało się to powszechnym zjawiskiem. Może dzięki temu polityka zajmie by się w końcu rozwiązywaniem prawdziwych problemów obywateli i dbaniem o to wspólne miejsce? Może pojawienie się w polityce Szymona Hołowni przypomni zawodowym politykom, że polityka to służba i że wszyscy musimy się w nią angażować, jeśli chcemy, żeby świat był lepszym miejscem?

Czemu właściwie Hołownia?