12 lutego 2020

Niedługo będziemy mieli możliwość przejść się do urn, żeby wybrać kogoś na najwyższe stanowisko w państwie.

A może lepiej, żeby ktoś nam go wybrał? Właściwie, to jak mamy wybierać, co brać pod uwagę?

W żadnym razie nie powiem Wam, na kogo macie głosować, ale opiszę mój tok myślenia, który mnie doprowadził do jakiejś decyzji. Można się z nim oczywiście nie zgadzać i zaproponować swój, być może bardziej logiczny, nie wiem. Odpuszczę sobie też analizę poglądów kandydata. Sensownie zajmuje się tym „Latarnik Wyborczy”, ale opiera się on na deklaracjach kandydatów, a ja wolę logikę i dotychczasowe wymierne dokonania od przechwałek. Z resztą, na razie większość kandydatów niczego nie deklaruje. To nieuczciwe, ale w miarę bezpieczne. Więc zamiast słuchać, co kandydaci mówią o tym, co będą robić wolę sprawdzić to, co już zrobili. Kura nie pofrunie tylko dlatego, że to obiecała, a albatros nie musi mnie przekonywać, że będzie latał.

Zatem:

Najpierw wypadałoby się zastanowić KOGO właściwie wybieramy. Czyli: zaglądamy sobie do Konstytucji (bo żadną sztuką jest samo gadanie o niej). Dla ułatwienia podam, że to art 126 i następne. Czytamy to sobie. Przyswajamy. Zastanawiamy się nad tym, czego się właśnie dowiedzieliśmy.

Gdy już wiemy, do czego Prezydent ma prawo, może okazać się w przedbiegach, że niektórzy z kandydatów konfabulują, próbują naciągać staruszki, albo nie mają pojęcia o konstytucji. A przecież „Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji”, więc raczej powinien mieć pojęcie, nad czym czuwa. Coś już mamy.

wybory, protest klimatyczny, kandydaci, Hołownia, Duda, Kidawa

 

 

 

 

    Następnym punktem chyba powinno być postawienie pytania: czy szukam najlepszego gościa/gościówy na to stanowisko, czy wystarczy mi, jeśli wiem, kto na pewno nie powinien  nim być, albo ( to w sumie ten sam przypadek) kto musi nim zostać bez względu na wszystko. To drugie podejście bardzo ułatwia życie. Zwalnia z myślenia, a całą energię, którą nasz mózg zużyłby na analizowanie rzeczywistości możemy przeznaczyć na zakupy, albo oglądanie jakiejś telewizji, która nam powie, jak jest. Zaufanie to piękna cecha. To właśnie dzięki zaufaniu w rzeźni panuje względny spokój...

   Ale jeśli ktoś jest nieufnym rozkminiaczem, jak ja, a dodatkowo dysponuje pamięcią i usiłuje uczyć się na własnych doświadczeniach, to możemy razem spacerować dalej po krętej ścieżce intelektualnej przygody. Zapraszam.

   Wymyślamy więc, jaki powinien być ten nasz (mój) prezydent. Kompletujemy jakiś zespół cech, które ułatwią, czy umożliwią skuteczne i godne sprawowanie urzędu. Bądźmy ambitni, nie analizujmy na tym etapie prezydentów, których pamiętamy. Na razie szukamy z grubsza ideału, potem będziemy dościślać.

   Jeśli do tego miejsca dojdziemy, to dość oczywista stanie się konieczność analizy dokonań kandydatów, bo nie wiadomo od czego innego można zacząć. Tu trudno o obiektywne kryteria, ale pociesza mnie to, ze wybieram kandydata, na którego JA mam zagłosować, a nie kandydata dla innych. Przykładajmy więc własne miarki, to nam ułatwi życie. Np, jeśli lubimy książki i je czytamy, to sprawdzamy, czy któryś z kandydatów napisał jakąś. Czy da się to czytać? Czy podoba mi się to, co napisał? To oczywiście nie może być jedynym kryterium, ale znowu - już coś mamy.

   Jeśli prowadzimy firmę, albo czymś zarządzamy, to sprawdzamy, czy któryś z kandydatów też coś takiego robił. Kiedykolwiek. Udało mu się? A coś fajnego wymyślił? Może fundację, albo jakiś inny spory projekt społeczny? Zjednoczył wokół swojego projektu jakichś fajnych ludzi? Czy to było proste trzepanie kasy, czy miało jakąś rzeczywistą misję? To wbrew pozorom ważne, bo jeśli okaże się, że jakiś kandydat już czegoś dokonał, a w dodatku już kiedyś myślał o innych ludziach, to może być duża przewaga. Dla mnie. A dla kogoś innego może to być dużym obciążeniem, bo wiadomo, że jak dotykał pieniędzy - to złodziej. Ale pamiętajmy - wszyscy dotykamy jakichś pieniędzy, a tylko mała część z nas jest złodziejami, prawda?

    Jeśli czasem słuchamy ludzi (nie „słyszymy”, tylko „słuchamy”) albo może chcielibyśmy być słuchani, to sprawdźmy, czy kandydaci potrafią się wypowiadać. To łatwy punkt, bo w sieci znajdziemy mnóstwo wypowiedzi każdego. Posłuchajmy kilku i zastanówmy się: czy potrafię powiedzieć, o czym kandydat mówi? Czy potrafię taką wypowiedź streścić? Jeśli nie, to może albo jej nie rozumiem, albo nie ma tam żadnej treści, którą można streścić. Czy jego/jej odpowiedzi na pytania są konkretne i rzeczywiście są odpowiedziami, czy tylko politycznym kręceniem, takim „lorem ipsum”? No i oczywiście, czy te odpowiedzi pasują do naszego światopoglądu, bo przecież wybieramy prezydenta dla siebie. Ale chyba nikt nie zagłosuje na kogoś, kto w ciekawy i błyskotliwy sposób mówi karygodne bzdury. Chyba.

    Nie damy rady i nie mamy prawa przeanalizować czyjejś wiary. Nie mamy narzędzi, żeby zmierzyć fasadowość, lub szczerość. Z resztą nie dla każdego to jest ważne. Ale da się sprawdzić, czy ktoś robi jakieś dobre rzeczy. Więc: czy widać w jego życiowych decyzjach, że czytał Ewangelię? Albo jakieś inne mądre księgi? Może jakichś filozofów? Że nie da się tego zobaczyć? Da się zobaczyć, jeśli coś jest zrobione. Jeśli nie jest zrobione, to też ważna zmienna, pamiętajmy o niej. Ważne: mówię o decyzjach, które już podjął i wykonał, a nie obiecał, że wykona. Czy jest radykalny w robieniu dobra? Oczywiście, pamiętajcie, że to moje kryteria wyboru, nie muszą być waszymi. Dla kogoś życie w zgodzie z tym, co się mówi może być fanatyzmem, ok. Ale ja wolę bohaterów spójnych.

   Kolejna miękka umiejętność, którą warto sprawdzić, to czy kandydat ma poczucie humoru. I jakie. Może je mieć, albo nie, to nie musi być bardzo ważne dla wszystkich, ale dla mnie osobiście jest dość istotne. Kolejna kwestia: jeśli żartuje - to czy jego żarty są śmieszne, czy żenujące? Znowu warto przejrzeć czeluści internetu, archiwa prasowe. Kupa roboty, ale stawką jest przywódca, który nie jest sztywnym drewniakiem. Cokolwiek załatwiając lepiej mieć do siebie dystans i zjednać sobie rozmówcę żartem. Albo zrozumieniem jego żartu...

Jeszcze jedno kryterium. Zaufanie. Ale jak je sprawdzić? Można zgadywać i przeczuwać, ale żeby obudzić taką intuicję pomocne będzie ćwiczonko. Zastanówmy się, czy powierzylibyśmy tej osobie własną kasę? Powiedzmy, że mamy do przechowania poza bankiem jakąś znaczącą kwotę. (brzmi trochę przestępczo, ale to tylko ćwiczenie mózgu). Ale może ją przechować tylko któryś z kandydatów. Pieniądze trudno sobie wyobrazić, to może inaczej. Z jakiegoś powodu musimy na pięć lat oddać komuś swoje dziecko. po prostu musimy i już. Wyjeżdżamy w strefę wojny, czy idziemy do więzienia, nie ma znaczenia. Żyjemy od trzech pokoleń w spokoju i dobrobycie, więc trudno to sobie wyobrazić, ale oddawanie ukochanych dzieci z różnych powodów zdarzało się w historii często. No to, czy jest wśród kandydatów ktoś, kogo się w tej sytuacji nie przestraszymy? Nie dawajmy sobie za dużo czasu na decyzję. Dajmy sobie godzinę - to i tak komfortowa sytuacja. Jeszcze zróbmy założenie, że nie znajdziemy ideału, ale komuś musimy dziecko przekazać.

Extinction Rebellion, wybory, Hołownia2020, Duda, Kidawa,

 

No dobra. Ustawiliśmy sobie kilka płotków, a teraz każdy na własną rękę przepuszcza przez to swojego kandydata. Dla zdrowia psychicznego można też jakiegoś nie swojego.

To bardzo ogólne omówienie, nie przypadkiem nie padają żadne nazwiska, na tym etapie nie warto jeszcze. Może ktoś nie zbierze podpisów i okaże się, że gadanie o nim było zbędne, więc szanujmy swój czas.

 

Zapraszam do dyskusji, ale z kulturką proszę. Pamiętajcie, że po wyborach nasz rozmówca nie zniknie. Można się powycinać ze znajomych, ale czasem natkniemy się na siebie w sklepie, czy na pogrzebie koleżanki, więc proszę o rozmowy na poziomie.

Napiszcie też, proszę, czy ktoś doczytał do końca i czy jeszcze coś ode mnie chce przeczytać.

Ps Zdjęcia są mojego autorstwa. Pomyślałem, że przywołanie pod takim artykułem zgromadzenia młodych ludzi, którzy chcą, żeby coś się zmieniło będzie na miejscu.

 

 

Kryteria wyboru