Dużo jestem ze swoimi dziećmi. Mam pracę w koło domu, więc teoretycznie dzieci mogą kręcić się blisko rodziców, patrzeć na mnie w różnych sytuacjach, ja z kolei mam nieograniczony do nich dostęp. Mogę obserwować, jak rosną, słuchać ich pierwszych słów, pomagać przy pierwszych próbach na rowerze. Ale to tylko pozór. Tak na prawdę te światy nie chcą się same przenikać.

Łatwo dać się zwieść całodziennemu byciu z dziećmi, znurzeniu ciągłą obecnością, ich hałaśliwością. Codzienny i całodzienny widok ich zmagań bez trudu sprawi, że rodzic jest dumny ze swojej relacji z dziećmi i zaczyna sobie powtarzać, że doskonale się z nimi rozumie i że wartość tej bliskości będzie doceniona w ich dorosłym życiu - tak w każdym razie mówią obserwatorzy. Przyjemnie nam się patrzy na zazdrość innych rodziców, jaki to raj stworzyliśmy i jakie piękne relacje mamy ze swoimi dziećmi.

Słodko.

A co jest pod tym lukrem? Kiedy głębiej o tym pomyślałem, to wyszło mi, że to samo, co wszędzie i u wszystkich.

Jest pośpiech, powierzchowność, patrzenie przez dziurkę własnych emocji, jest „dajcie mi już spokój”, jest „teraz nie mogę” i „zajmijcie się sobą”.

No to co w takim razie zrobić, żeby być bardziej, ale nie wleźć im na głowę? Jak ich więcej obserwować, jak towarzyszyć na prawdę z bliska? Każdy, kto wyczuł ten problem może sobie sam odpowiedzieć, ale dla mnie pierwszym rozwiązaniem, które przyszło do głowy był - szerszy obiektyw. Najszersze, co miałem w tym momencie, to było 24mm. Ale tę perspektywę już znałem, więc może jeszcze szerzej, jeszcze bliżej? Znalazłem za trzy stówy stary obiektyw 19mm, przejściówkę i postanowiłem spróbować, co z tego wyniknie. Teraz już musiałem wejść z nimi w krzaki, wleźć do wody, wdrapać się na drzewo... I choć wiele zdjęć powstaje trzydziestka piątką, bo najczęściej ją mam zapiętą, to jeśli świadomie idę do dzieci - zakładam tę starą dziewiętnastkę.

Wrośnięcie

03 marca 2020

CodziennośćHp5034

 

CodziennośćHp5046

 

TiŁ_SE026_.JPG

 

Wrośnięcie_

 

Wrośnięcie_01

 

Wrośnięcie_02

 

Wrośnięcie_03

 

Wrośnięcie_06

 

Wrośnięcie_07

 

Wrośnięcie_08

 

Wrośnięcie_09

 

Wrośnięcie_10

 

Wrośnięcie_11

 

Wrośnięcie_12

 

Wrośnięcie_13

 

Wrośnięcie_15

 

 

Zacząłem też nazywać to, co robię „projektem”. To wyzwoliło w mojej głowie kilka zmian. Łatwiej mi samego siebie wyciągnąć z domu, jeśli wiem, że robię „projekt”. Przeglądam gotową stertę wydruków i myślę, co jeszcze się dzieje charakterystycznego, a jeszcze tego nie mam? Nie mówię dzieciom, co mają robić, ale jestem bardziej wyczulony na pewne sytuacje, nawoływania stada, krążące nad głowami pomysły. Czasem wszystko jest, ale nie ma światła. Czasem jest bajeczne światło, a dzieci myląc pogonie gdzieś znikły i nikt nie wie, gdzie są. Różnie. Po dwóch latach mam kilka zdjęć dobrych i kilkanaście roboczo przyzwoitych, które bez żalu zastąpię lepszymi, jeśli uda się takie zrobić. W każdym razie, chyba pora pokazać to, co mam...